niech Las Ardeński nas osłoni
przed więzieniami
miast i państwa
zimnych mrówkowców
podłych ulic
i ludzi niech tu nie dopuści
bo im wyrosną kły zawiści

niech Las Ardeński nas otuli
jak matka dzieci gdy zbłąkane
wracają by na jej kolanie
usłyszeć to bezwarunkowe słowo co znaczy
jesteś ważny za to że jesteś
kiedy jesteś

niech Las Ardeński snu i duszy
nie ogołoci mroźny podmuch
niech nie opadnie liść nadziei
i nie pożółknie jak samotność
i niech nie chrzęści pod stopami
jak starość którą depcze życie

niech Las Ardeński nas ocali
to znaczy zbawi
zamknie w sobie
przed stadem sępów
społeczeństwem
co rwie na strzępy
wszystkich
wszystko

gdzie Las Ardeński
usechł
przysnął

gdzie szukać
pytam
gdzie drogowskaz
czy był
czy znajdę
czy pozostał tylko na kartkach
i w marzeniu

co się z nim stało

nie

nic nie mów


liberałowie krzyczą wolność
tłum rozwścieczony woła równość
osoba mówi mąż kościoła

a wszyscy razem lepią gówno
jak Prometeusz lepił glinę
by z bryły stworzyć ludzką postać

Ja Nowy Hamlet wiążę linę
i myślę
odejść czy pozostać

odejść
wywieść biały sztandar
z ciała bez jednej kropli życia

pozostać
milczeć wzrokiem Giaura
mierzyć obłudnie ich oblicza

odejść
tam gdzie umilkły słowa
tam gdzie idee szczere żyją

pozostać
czytać Księgę Hioba
czekać aż inni mnie zabiją

odejść
chcę nie chcę wiem odejdę
zamieszkam hen na kresów kresach

pozostać
dobrze głupcem będę
dajcie mi lampę Diogenesa