otworzył wszystkie okna na świat
a świat się zamknął w czterech ścianach
wyszedł by szczerze porozmawiać
lecz zewsząd tylko mowa trawa
napisał wydał cztery książki
te przeszły niezauważone
otworzył serce swe na miłość
przeszła jak burza spustoszyła
dopiero gdy w tramwaju tłocznym
wysmarkał się w sąsiadki mankiet
wzbudził zgorszenie i uwagę
ktoś zajął się jego przypadkiem
liberałowie krzyczą wolność
tłum rozwścieczony woła równość
osoba mówi mąż kościoła
a wszyscy razem lepią gówno
jak Prometeusz lepił glinę
by z bryły stworzyć ludzką postać
Ja Nowy Hamlet wiążę linę
i myślę
odejść czy pozostać
odejść
wywieść biały sztandar
z ciała bez jednej kropli życia
pozostać
milczeć wzrokiem Giaura
mierzyć obłudnie ich oblicza
odejść
tam gdzie umilkły słowa
tam gdzie idee szczere żyją
pozostać
czytać Księgę Hioba
czekać aż inni mnie zabiją
odejść
chcę nie chcę wiem odejdę
zamieszkam hen na kresów kresach
pozostać
dobrze głupcem będę
dajcie mi lampę Diogenesa
to ziarenko
mała złota kuleczka
ciepła nadzieją szczęścia
kiełkuje
pączki
jak zachwyty nad światem
wybuchają
świeżością liścia
to ziarenko
mała złota kuleczka
pęcznieje jak gąbka
oddechem
słowem
gestem
z wodospadu oczu
spija krople spojrzeń
to ziarenko
mała złota kuleczka
wydało kwiat
jeszcze go nie nazwałem
bo jak mam nazwać imię
na wdechu zachwytu