na trzęsawiskach myśli
zbieram dwulistne koniczyny
a potem łączę je w pary
na trzęsawiskach myśli
zbieram dwulistne koniczyny
a potem łączę je w pary
na trzęsawiskach myśli
zbieram dwulistne koniczyny
a potem łączę je w pary
żeby wyssać szczęście
z dwóch ułomnych konstrukcji
tworzących doskonałość
co tak goni stado słoni
tłuman kurzu wokół
słychać grzmoty jakby burza
skupiony niepokój na ich twarzach się maluje
wiedzą że nie umkną
tak więc stoi stado słoni
ścigane biegunką
dni które przeszły przeze mnie
wyleciały
sępem
krukiem
gołębicą
dni które zamknąłem w sobie
łzawe perły
chłodne diamenty
trupy
coś na kształt róży
dni które mam przed sobą
ze znaków zapytania
przemienię w wielokropki
dzień ostatni
spadnie czarnym kleksem
na śnieżny papier ciała