zaprawdę wielka bitwa
a przez to i zwycięstwo
godne bicia medali
i w dzwony
i przegranych
zaprawdę w takich czasach
zwycięstwa się gromadzi
łatwiej niż lud w kościołach
łatwiej niż prawdy w głowach
łatwiej niż sprawiedliwych
zaprawdę nieuczciwych
nie trzeba brać orężnie
wie o tym dobry strateg
i słowo POKÓJ kładzie
i wielką dłoń na mapie
siada na tronie zdradzie
i już komunikuje
jabłkiem ze złota w dłoni
dławcie się
kruszcie zęby
oczy obróćcie w koło
krztuście się
drżyjcie gęby
bijcie o mury głową
co słyszę
głuche jęki
rezonans pustych czaszek
odchodzę w ciszę klęski
i po was nie zapłaczę
więc wy nie płaczcie po mnie
gdy wrócę
szyki zbrojne
zasieki fosy wały
nie będą mi przeszkodą
syn klęski synem chwały
prawda archeologią
niech Las Ardeński nas osłoni
przed więzieniami
miast i państwa
zimnych mrówkowców
podłych ulic
i ludzi niech tu nie dopuści
bo im wyrosną kły zawiści
niech Las Ardeński nas otuli
jak matka dzieci gdy zbłąkane
wracają by na jej kolanie
usłyszeć to bezwarunkowe słowo co znaczy
jesteś ważny za to że jesteś
kiedy jesteś
niech Las Ardeński snu i duszy
nie ogołoci mroźny podmuch
niech nie opadnie liść nadziei
i nie pożółknie jak samotność
i niech nie chrzęści pod stopami
jak starość którą depcze życie
niech Las Ardeński nas ocali
to znaczy zbawi
zamknie w sobie
przed stadem sępów
społeczeństwem
co rwie na strzępy
wszystkich
wszystko
gdzie Las Ardeński
usechł
przysnął
gdzie szukać
pytam
gdzie drogowskaz
czy był
czy znajdę
czy pozostał tylko na kartkach
i w marzeniu
co się z nim stało
nie
nic nie mów
dni które przeszły przeze mnie
wyleciały
sępem
krukiem
gołębicą
dni które zamknąłem w sobie
łzawe perły
chłodne diamenty
trupy
coś na kształt róży
dni które mam przed sobą
ze znaków zapytania
przemienię w wielokropki
dzień ostatni
spadnie czarnym kleksem
na śnieżny papier ciała