zaprawdę wielka bitwa
a przez to i zwycięstwo
godne bicia medali
i w dzwony
i przegranych
zaprawdę w takich czasach
zwycięstwa się gromadzi
łatwiej niż lud w kościołach
łatwiej niż prawdy w głowach
łatwiej niż sprawiedliwych
zaprawdę nieuczciwych
nie trzeba brać orężnie
wie o tym dobry strateg
i słowo POKÓJ kładzie
i wielką dłoń na mapie
siada na tronie zdradzie
i już komunikuje
jabłkiem ze złota w dłoni
dławcie się
kruszcie zęby
oczy obróćcie w koło
krztuście się
drżyjcie gęby
bijcie o mury głową
co słyszę
głuche jęki
rezonans pustych czaszek
odchodzę w ciszę klęski
i po was nie zapłaczę
więc wy nie płaczcie po mnie
gdy wrócę
szyki zbrojne
zasieki fosy wały
nie będą mi przeszkodą
syn klęski synem chwały
prawda archeologią
od chwili
gdy opuścił w bólach łono matki
uświadamiano go
że jest spóźniony
do żadnej rzeki
nie wstąpił dwa razy
a do niektórych
ani razu
nieustannie przegrywał wyścig
z oszalałym zegarem życia
spóźnione myśli
artykułował w próżnię
miłości zbyt długo nieuświadomione
obracały się przeciw niemu
zmęczenie
wypierało jago zapał
i tylko śmierć
czekała na niego za rogiem
dni które przeszły przeze mnie
wyleciały
sępem
krukiem
gołębicą
dni które zamknąłem w sobie
łzawe perły
chłodne diamenty
trupy
coś na kształt róży
dni które mam przed sobą
ze znaków zapytania
przemienię w wielokropki
dzień ostatni
spadnie czarnym kleksem
na śnieżny papier ciała