Kącik złamanych serc pod miastem,
łoża z kamiennym baldachimem,
gruba pierzyna jest tam piaskiem.
Piasek otula łoża skrzynię.
Tam się spotkamy po rozłące,
tam się na pewno połączymy,
tam wszystkie ciała robak plącze,
tam się wygodnie rozłożymy.
I wybijemy się do słońca
krzewem jaśminu lub bzu drzewem
i tak będziemy trwać do końca.
Jakiego końca? tego nie wiem
te wszystkie dziwactwa panie
to są przez tych artystów
taki to musi cudować
jak nie Platony to Kamasutry
ma we łbie
nie chcą po bożemu
na ślubnej babie
pod pierzyną
szukają głębi
wyuzdańcy
potem to taki panie
jeszcze przez okno skacze
albo i żyły podcina
niby że to z miłości
taki jeden
to kochał na odległość
jakby wokół bab brakowało
mówią że bardzo wrażliwy
a po mojemu to wariat
pisanie dzieci mu nie urodzi
a on
i tak po swojemu
dni które przeszły przeze mnie
wyleciały
sępem
krukiem
gołębicą
dni które zamknąłem w sobie
łzawe perły
chłodne diamenty
trupy
coś na kształt róży
dni które mam przed sobą
ze znaków zapytania
przemienię w wielokropki
dzień ostatni
spadnie czarnym kleksem
na śnieżny papier ciała