Kącik złamanych serc pod miastem,
łoża z kamiennym baldachimem,
gruba pierzyna jest tam piaskiem.
Piasek otula łoża skrzynię.
Tam się spotkamy po rozłące,
tam się na pewno połączymy,
tam wszystkie ciała robak plącze,
tam się wygodnie rozłożymy.
I wybijemy się do słońca
krzewem jaśminu lub bzu drzewem
i tak będziemy trwać do końca.
Jakiego końca? tego nie wiem
Gdy anatomię poznawałem
z czaszki na lekcję przyniesionej,
to nie o kościach tych myślałem
lecz o Arkadii utraconej
Myślałem wtedy o Adamie,
o Ewie pięknej jak Pandora,
stawiałem sobie wciąż pytanie,
co będzie gdy nadejdzie pora.
Bosch mnie przerażał swoją wizją,
i Święty Jan , i boski Dante.
Gdy się owinę mroku ciszą,
gdy oczy pełne świata zamknę,
to sam zrozumiem, poznam prawdę
lub nic nie poznam, nie zrozumiem.
Profesor spytał mnie o czaszkę.
Dostałem dwóję, nic nie umiem.