liberałowie krzyczą wolność
tłum rozwścieczony woła równość
osoba mówi mąż kościoła
a wszyscy razem lepią gówno
jak Prometeusz lepił glinę
by z bryły stworzyć ludzką postać
Ja Nowy Hamlet wiążę linę
i myślę
odejść czy pozostać
odejść
wywieść biały sztandar
z ciała bez jednej kropli życia
pozostać
milczeć wzrokiem Giaura
mierzyć obłudnie ich oblicza
odejść
tam gdzie umilkły słowa
tam gdzie idee szczere żyją
pozostać
czytać Księgę Hioba
czekać aż inni mnie zabiją
odejść
chcę nie chcę wiem odejdę
zamieszkam hen na kresów kresach
pozostać
dobrze głupcem będę
dajcie mi lampę Diogenesa
Odysi podróżnogłodni
prędkozmienni przyjaciele
rozumie mój i miłości
myślałem jak was kochać
kochałem o was myśleć
a dziś serce i rozum
skradła sroga Vanitas
co bez miłości kocha trwać
a rozum nasz jej nie pomieści
pozostał we mnie szorstki płacz
heraklitowe łzy boleści
i głuchy jęk
i gorycz słów
cierpka tęsknota za wspomnieniem
byliście skałą mą
dziś w puch zmienioną
wiatr was wzniósł nad ziemię
pognał jak białe gąbki chmur
przywrócił ziemi z letnim deszczem
nie wiem gdzie
szukam
bo jesteście
ale nie dla mnie
dla mnie przestrzeń
tak wielka że się w niej nie zmieszczę
brak granic bardziej ogranicza
zmienia na drobne
na drobniutkie
aż staję się ot mikroludkiem
z sercem jak pestka od cytryny
małym i kwaśnym
z tej drobiny
wyrośnie drzewo
znak samotni
owoce cytryn
liście pokrzyw
ciernie i osty drzewo wyda
i nawet ptakom się nie przyda
owa meduza botaniczna
mutacja piękna i ohydy
pod drzewem tym tęsknoty grzyby
nie będą dla nikogo strawą
karmione co dzień rosą krwawą
z jadami smutku pomieszaną
z kim mnie zdradziłaś pani amo
ty która każesz zwać się stałą
panie cogito
gdzie odszedłeś
gwarancie mego człowieczeństwa
który wpędziłeś mnie w ten tłum
cogito
amo
ergo
sum
jest
prawdą
prawd
was nie ma
oto cały bezsens
was nie ma
jestem czy nie jestem
krach filozofii świat ogląda
czy mój krach
Tadeuszowi Różewiczowi i Józefowi Baranwi
mam dziewiętnaście lat
nie jestem z pokolenia krwawej rzeźby
nie żyję snem o życiu
mój świat wyrwany z letargu
gna bez przerwy
na oślep
mam dziewiętnaście lat
nie szukam ocalenia
nie szukam cichych miasteczek
z ich małą stabilizacją
nie szukam czegokolwiek
biegnę uciekam i gonię
mam dziewiętnaście lat
doświadczenia przelotnych znajomości
ulotnych spojrzeń
kalejdoskop ludzi miejsc i zdarzeń
rejestr łez i uśmiechów
mam dziewiętnaście lat
chcę przerwać kajdany grawitacji
oszukać czas
odlecieć
przed długim snem
patrzeniem w błoto historii
1993.05.05